Akwarium z ziemią (krewetkarium)

Dorota Polańska-Grzesik

Decyzję o założeniu akwarium z ziemią w podłożu podjęłam z dnia na dzień. Kolega pożyczył mi książkę Diany Walstad "Rośliny w akwarium". Nie wiem czy to jakaś metoda manipulacji z Jego strony. Pożyczył mi ją ponieważ nie mogłam sobie poradzić z glonami w moim krewetkarium. Czytałam ją wybiórczo, bez entuzjazmu. Tyle tam chemii, naukowych określeń - to do mnie nie przemawiało. Ale podświadomość odnotowała kilka zdań, na których potem się opierałam:

1) LOW TECH (mało pracy i nakładów - duży efekt, czyli rosną rośliny, a nie glony - zupełnie przeciwnie niż u mnie,
2) SADZIĆ OD RAZU DUŻO ROŚLIN,
3) NIE MIESZAĆ ZIEMI Z KWIACIARNI Z ZIEMIĄ OGRODOWĄ.

Zapamiętałam również to, że Pani Walstad wpuszcza ryby następnego dnia po zalaniu zbiornika. Oczywiście nie uszło mojej uwadze również to, że zalana ziemia uwalnia sporo chemii do wody, ale zepchnęłam to na drugi plan...

No, to do dzieła!

Dzień 1 - zalanie (akwarium 65 l, ziemia uniwersalna z kwiaciarni - ok. 3,5 cm, żwir ze starego akwa pomieszany z nowym - ok. 3,5 cm, filtr gąbkowy dojrzały, szczątki roślin, które straszyły w moim akwa, stary korzeń, woda z krewetkarium plus świeża woda, światło (samoróbka) - świetlówka kompaktowa Sylvania 36 W przykręcona wraz z "osprzętem" do szuflady ze starej lodówki.
Dzień 3 - wpuściłam krewetki (red cherry – ze starego akwa), dołożyłam różdżyce, pistie i szczepkę zwartki.
Dzień 5 - dołożyłam nowy korzeń (który moczy się od pół roku i nie chce utonąć - przygniotłam go kamieniami).
Dzień 11 - glony na szybie!!!
Dzień 12 - zeskrobałam glony z szyby, kupiłam dwie Atya gabonensis i jedną Atyopsis moluccensis
Dzień 13 - niestety obie atje nie przeżyły nocy. Krewetka filtrująca jeszcze łazi. Atje zachowywały się dziwnie juz w worku, zanim dojechałam do domu... Szczególnie jedna - po prostu leżała na boku, od czasu do czasu machając nogami. A jak je już wpuściłam do akwa, jedna się schowała od razu, a ta cały czas leżała. Już myślałam, że zdechła, bo przestała nawet nogami ruszać, ale ona po jakimś czasie wstała i łaziła. Wgramoliła się nawet w mech. Miałam nadzieję, że będzie ok., ale niestety... rano znalazłam 2 trupy, a raczej 3 - dodatkowo jedna karłowata.
Dzień 14 - prawie wszystkie krewetki siedzą na górnej części grzałki, wygląda to jak jedna wielka czerwona masa. Zaczyna mnie to przerażać! Filtrująca też tam siedzi. Wcale nie wychodzą z "gniazda", tylko się kotłują. I nie jedzą... Dziwne to wszystko.
Dzień 15 - wyczytałam, że krewetki przed wylinką nie przyjmują pokarmu i chowają się. Może to dlatego siedzą na tej grzałce? Ale wszystkie na raz? Sporo wylinek.
Dzień 16 - karłowate zaczynają wyłazić zza grzałki, atyopsis ciągle tam siedzi, ale żyje. Na wystawie zoologicznej kupiłam sobie 20 gupików, nie mogłam się oprzeć. Same cuda - z Mistrzostw Europy Gupika. Kupiłam też dwie krewetki Caridina sp. 'Biene'.
Dzień 17 – jedna bienka nie przeżyła nocy + dwie cherry. Pożyczyłam miernik pH z pracy. Odczyn wody wieczorem wynosił - 8.36 pH. Zainstalowałam namiastkę CO2.
Dzień 18 - odczyn wody wynosił rano - 7,86 pH, wieczorem 8,16 pH.
Dzień 19 - straciłam 3 gupiki. Odczyn wody rano wynosił 8,14 pH, wieczorem 8,12 pH. Podmieniłam wodę - użyłam wody z filtra RO. Wrzuciłam torf do filtra. Odczyn wody po godzinie wynosił 7,78 pH. Atyopsis filtruje na korzeniu, wreszcie!
Dzień 20 - odczyn wody rano wynosił 7,72 pH, wieczorem - 8,10 pH. Straty: jedna red cherry.
Dzień 22 - odczyn wody wynosił rano - 7,86 pH.
Dzień 32 - akwa ma miesiąc, zostało w nim 7 gupików (z 20). Krewetka filtrująca zrzuciła wylinkę - masakra, myślałam, że zdechła. Za to rośliny "ruszyły".
Dzień 35 - stan gupików - 6, dołożyłam kilkanaście endlerków.
Dzień 37 - filtrująca gdzieś zniknęła, nigdzie jej nie ma.
Dzień 41 - znalazłam jakiegoś świdreka. Jest jasny i wygląda jak żwirek.
Dzień 42 - karłowata nosi jajka! Atyopsis nadal nie widzę.
Dzień 49 - kupiłam 4 sumiki szkliste.
Dzień 50 - jeden sumik zdechł - pastwią się nad nim krewetki i ślimory.
Dzień 52 - dwie kolejne krewetki z jajkami, zmierzyłam pH wieczorem - 7,70 pH.
Dzień 55 - i jeszcze jedna krewetka z jajkami - razem 4. Filtrująca zniknęła na amen... Zdechł jeden endler. Jakieś maleńkie gupiki pływają... nie wiem, czy to już "moje"? Włożyłam ugotowaną marchewkę, może ślimory się na nią rzucą i trochę ich wyłowię, ale na razie żerują krewetki. Jakiś długi obleśny, czerwony robal panoszy się w mchu. Ma ok. 3 cm długości, albo i więcej, bo całego nie widać.
Dzień 56 - RATUNKU! Ślimaki atakują!. Odczyn wody 7,56 pH.
Dzień 61 – piąta krewetka z jajami.
Dzień 63 - dziś naliczyłam 8 krewetek, które zostaną mamusiami.
Dzień 65 - dojrzałam w mchu małą krewecię, zmierzyłam twardość wody - powyżej 21 stopni - masakra.
Dzień 67 - dziś naliczyłam 20 krewetek z jajami.
Dzień 68 - dorzuciłam szyszki olchowe. Widziałam 3 małe krewetki jednocześnie.
Dzień 69 - wyjęłam sporo roślin do nowego akwa.
Dzień 70 - krewetki znowu się kotłują, tylko tym razem w dwóch miejscach - za grzałką i w mchu.



To by było na tyle z pamiętnika akwarystycznego. Odczyb ustabilizował się mniej więcej na poziomie 7,5 pH. Dałam sobie spokój z dalszym jego obniżaniem i ze zmiękczaniem wody - skoro rośliny rosną, a rybki i krewetki mają się dobrze i rozmnażają się... A jakie wnioski? Generalnie - akwarium "działa". Rośliny stały w miejscu przez jakiś miesiąc, po czym eksplodowały. Rosną w zastraszającym tempie. Akwarium w tej chwili można nazwać "plantatorskim". Roślinami z niego obsadziłam już 3 akwaria (nie tylko swoje). Nie mam problemów przy ich wyrywaniu - korzenie wychodzą raczej czyste, bez ziemi. Nie używam nawozów, ani CO2. Rośliny, podłoże i szyby są bez glonów. Jedynie na korzeniu uparcie rośnie kilka kępek, ciągle w tym samym miejscu. No i pojedyncze nitki w mchu. Szczególnie dumna jestem z trawniczka (Echinodorus tenellus), który powstał w ciągu 4-5 tygodni, właściwie z niczego. Posadziłam dosłownie korzeń z jakimś mizernym listkiem, a teraz zajmuje całą wolną powierzchnię dna! POLECAM spróbować. Cudownie jest patrzeć, jak flora rośnie w oczach, a ty nie musisz nic robić w tym kierunku. No, może tylko przycinki...